13 lutego 2014

Rozdział 5

- Co ty tu robisz - zapytałam zdziwiona widokiem... Tej rudej.
- Słuchaj Kim, to co widziałaś... To nie tak jak ci się wydaje. Mnie i Jack'a naprawdę nic nie łączy. To tylko i wyłącznie mój dawny przyjaciel. Zabronił mi tu przychodzić, ale on się zrobił nie do wytrzymania. Wyobraź sobie, że ktoś ci cały czas stęka o tym samym...
- Dobra przejdź do rzeczy.
- On mnie nie pocałował... To znaczy nie naprawdę. Pomagał mi tylko przygotować się do kastingu. Zawsze chciałam być aktorką, on jako dobry przyjaciel postanowił mi pomóc w przygotowaniach. Naprawdę cię kocha. Cały czas siedzi i narzeka, że cię stracił, że mu nie wybaczysz. Co najgorsze obwinia za to siebie a to tylko i wyłącznie moja wina. Niepotrzebnie go prosiłam o pomoc skoro wiedziałam, że ma dziewczynę. Musisz wiedzieć, że nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło to że moglibyśmy być razem. Przysięgam. Daj mu jeszcze jedną szansę - nie przestawała mówić. Może wszystko nie potoczyłoby się tak gdybym wtedy nie działała pod wpływem chwili. Wybiegłam z pokoju i jak burza wleciałam do pokoju obok.
- Mówiłem żebyś do niej nie szła. - mówił nawet się nie odwracając. Podeszłam od niego. 
- Chyba się jednak opłaciło. - powiedziała... Dlaczego ja ciągle nie wiem jak ona ma na imię?
- Co masz na myśli? - zapytał i odwrócił się do nas przodem.
- To ja was zostawię samych - powiedziała i wyszła z pokoju. Nastała niezręczna cisza, którą przerwałam.
- Jack ja... Przepraszam.
- Nie masz za co. To ja cię przepraszam. Nie powinienem z nią... no wiesz.
- Ale to ja nie dałam ci się wytłumaczyć, tylko... działałam pod wpływem chwili - powiedziałam i się do niego przytuliłam. Sama nie wiedziałam czy to zrobić czy nie. On jednak objął mnie i jeszcze mocniej do siebie przycisnął. - Kocham cię Jack. - dodałam.
- Ja ciebie też. - powiedział i mnie pocałował .
- Przysięgam, że więcej nie popełnię takiego błędu. - dodał jak się ode mnie oderwał i znowu mocno do siebie przytulił. 
- Ufff... Na szczęście się pogodziliście. Nie mogłabym żyć z tym, że to przeze mnie się rozstaliście. Nie wyobrażacie sobie jak mi ulżyło. Tak w ogóle jestem Cat - powiedziała wparowując do pokoju i podając mi rękę. 
- Kim - odwzajemniłam jej gest i się uśmiechnęłam. 
- To ja już pójdę, nie będę wam przeszkadzać - powiedziała i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Idziemy na spacer? - zapytał opierając swoje czoło o moje.
- Jasne, tylko pójdę się ogarnąć - powiedziałam i wyszłam z jego pokoju, delikatnie lecz namiętnie muskając jego usta przed tym. Weszłam do swojego apartamentu i wzięłam szybki prysznic. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem i zaczęłam buszować w szafie w poszukiwaniu ubrań. Założyłam taki zestaw i rozczesałam włosy. Stanęłam przed lustrem i ze szczęścia nawet zaczęłam tańczyć.
Mój dziwny taniec przerwało pukanie do drzwi. Podeszłam i otworzyłam drzwi, stał za nimi mój ukochany.
- Gotowa? - zapytał.
- Tak chodźmy. - powiedziałam i chwyciłam jego rękę. Wyszliśmy z hotelu i ruszyliśmy przed siebie. Przechodziliśmy różnymi ulicami i alejkami. Straciliśmy rachubę czasu, z każdą minutą Paryż stawał się coraz bardziej pusty. Zaczęło się ściemniać, ale my nie zwracaliśmy na to uwagi. Szliśmy dalej rozmawiając, śmiejąc się i ciesząc swoim towarzystwem. Postanowiliśmy wrócić jak była już 23:00. Odprowadził mnie pod same drzwi i pożegnał się długim pocałunkiem. Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do łazienki. Po wyjściu byłam już gotowa do snu jednak zasnąć nie mogłam. Cięgle myślałam o Jack'u, o tym, że znowu jesteśmy razem, gdy jest przy mnie czuję, że jestem szczęśliwa. Czuję motylki w brzuchu. Kiedy mnie dotyka czuję się jak w niebie, nie da się opisać tego szczęścia. Zakochałam się, na prawdę się zakochałam.
                                                                       

Wiem, że to trochę dziwne, ale jestem chora i mój mózg nie pracuje poprawnie.
Ważne, że Jack znowu jest z Kim.
Krótki ten rozdział i to bardzo, bardzo.
Ale następny będzie za to dłuższy.

28 stycznia 2014

Rozdział 4

- Kocham cię Amber, ona się nie liczy, tylko ty - powiedział czule i ją pocałował, na co już nie patrzyłam tylko ze łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju. Trzasnęłam za sobą drzwiami i z płaczem opadłam na łóżko. Jeszcze wczoraj wieczorem mówił że mnie kocha, a dzisiaj cię całuje z inną i mówi jej, że się nie liczę. Nie mogę w to uwierzyć, tak łatwo dałam się omamić. Siedziałam w pokoju gdzieś do 3 po południu. Aż wreszcie mama mnie namówiła do wyjścia i zjedzenia czegoś. Poszłam do jadalni i wzięłam lody, które były serwowane z bitą śmietaną jako deser. Usiadłam przy stole by je je jeść. Do pomieszczenia wszedł Jack z wielkim uśmiechem na twarzy. Usiadł obok mnie i miał zamiar mnie pocałować, ale się odsunęłam.
- No co, nie dasz mi słodkiego buziaka? - zażartował.
- Chcesz słodyczy? - bardziej powiedziałam niż zapytałam i wstałam prawie dorównując mu wysokości. Wzięłam placek z dużą ilością bitej śmietany, który stał na każdym ze stołów jako darmowy poczęstunek. Wycelowałam nim prosto w jego twarz - Tyle mogę ci zaproponować, jeśli ci się coś nie podoba to wracaj do rudej, z którą się przed chwilą lizałeś w swoim pokoju! - krzyknęłam,. Spojrzała na nas cała sala pełna zagranicznych turystów, którzy nie rozumieli, ani słowa - Jeszcze wczoraj mówiłeś, że mnie kochasz, a dzisiaj się nie liczę, znalazłeś sobie inną, bo mnie już odhaczyłeś na swojej liście panie zdobędę każdą - Kai i Alex, słuchali moich słów z niedowierzaniem i otwartą buzią - No to gratulację. Ale byłam głupia! - ze łzami w oczach pobiegłam do pokoju. Trzasnęłam za sobą drzwiami. Oparłam się o nie, a łzom dałam swobodnie spływać po moich policzkach. Położyłam się na łóżku i płakałam w poduszkę. Do mojego pokoju weszła mama.
- Kim, nie płacz, wszystko będzie dobrze - usiadła obok mnie i gładząc moje włosy zaczęła mówić dalej - Nie byliście ze sobą nie wiadomo ile czasu. Zobaczysz wszystko się ułoży, znajdziesz kogoś innego. - jej słowa w ogóle mnie nie pocieszyły, w zasadzie to jeszcze bardziej mnie zdołowały. Może to był tylko jeden dzień, ale od czasu kiedy go poznałam, zaczęłam się zmieniać. Otrząsnęłam się po śmierci ojca. Kocham go. Kochałam, kocham i kochać będę. To nie zniknie z dnia na dzień. Może on tego nie zauważył bo był nią zauroczony i sam ją kochał, ale ja poznałam jej prawdziwe oblicze. Liczyła się tylko ona i pieniądze taty. Gdyby jego rodzina nie była bogata pewnie nawet by na niego nie spojrzała. To wszystko co on dla niej zrobił, biegał na każde jej zawołanie, traktował ją jak królową. Ten wyjazd ma nas do siebie zbliżyć, ale nie wiem dlaczego, zazwyczaj nie przejmowała się mną, aż tak. Nie próbowała się ze mną dogadać, jak tylko zaczynałam z nią rozmowę chciała ją jak najszybciej zakończyć, byle bym dała jej spokój i zostawiła samą. Dawała co chciałam, ale nie z chęci uszczęśliwienia mnie tylko żeby miała święty spokój. Jako moja matka zna mnie na tyle, że wie jak się czegoś uczepię to mogę tak bez końca. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju, chciałam teraz pobyć sama. Przemyśleć to wszystko.
 Siedziałam na jednej z ławek w parku przez kilka godzin. Wróciłam dopiero jak robiło się ciemno. Cicho weszłam do pokoju. Mama siedziała na kanapie i oglądała jakiś film. Jak mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła.
- Chce mieć własny pokój. Chcę być sama. Proszę. - wstała i podeszła do mnie.
- Dobrze jeśli chcesz. - powiedziała i wyszła z pokoju. Zajęłam się zbieraniem swoich rzeczy. Zapakowałam wszystko do walizki i usiadłam na łóżku oczekując aż mama wróci. Nareszcie weszła z kluczem do pokoju w ręce - Proszę, pokój 328 - z jednej strony cieszyłam się, że mam pokój sama, ale z drugiej pokój Jack'a to 326, czyli obok mnie. Wzięłam walizkę i poszłam do nowej sypialni. Weszłam do środka, nie różnił się prawie niczym od tamtego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka, ale nie mogłam spać. Prawie całą noc myślałam o Jack'u. Udało mi się zasnąć dopiero koło 3 nad ranem.  Mimo to nie spałam długo, obudziłam się o 5:40. Dalsze próby zaśnięcia były nieudane. Założyłam cienki niebieski szlafrok, sięgający do kolan i wyszłam na balkon. Usiadłam na krześle i wpatrywałam się we wschodzące słońce i budzące się miasto. Ulice powoli stawały się tłoczne. Lampki na wieży Eiffla zgasły. Zobaczyłam Jack'a w oknie więc postanowiłam wrócić do środka. Włosy związałam w kitkę i założyłam to. Postanowiłam zejść na dół i coś zjeść. Rodzice już tam byli. Nie rozumiem jak można wstawać tak wcześnie bez potrzeby. Wzięłam talerz ze śniadaniem i usiadłam przy jednym z pustych stolików. Zaczęłam powoli jeść. Po pewnym czasie do stołu dosiedli się też chłopaki aż wreszcie zobaczyłam, że Jack idzie.
- Hej - przywitał się z wszystkimi, ale dlaczego usiadł obok mnie?
- Cześć - odpowiedzieli chłopaki chórem. Ja jednak milczałam. Szybko dokończyłam jedzenie i wstałam od stołu kierują się do pokoju.
- Kim! Zaczekaj! - krzyknął Jack i stanął obok mnie.
- Jack zostaw mnie w spokoju. - powiedziałam przyśpieszając.
- Nie dopóki nie dasz mi wyjaśnić. Wybaczysz mi, czy też nie ale prawdę powinnaś znać.
- To ty potrafisz mówić prawdę - warknęłam i weszłam do pokoju. Włączyłam sobie muzykę na laptopie i usiadłam na kanapie. Najlepiej mi się myśli przy muzyce. Nie długo musiałam czekać, aż usłyszałam pukanie do drzwi. To pewnie Jack więc nie otwierałam, aż powtórzyło się to nie wiem który raz. Za drzwiami stała osoba której bym się najmniej spodziewała, a właściwie w ogóle bym się jej nie spodziewała.
- Co ty tu robisz? - zapytam, zdziwiona widokiem...

Gotowe!
Założyłam trzeciego bloga oto link.
Historia jest o wampirach jeśli ktoś nie lubi takich opowiadań, to nie zmuszam.

25 stycznia 2014

Rozdział 3

Dotarłam wreszcie do hotelu. Weszłam do swojej sypialni i usiadłam na łóżku, nadal kłócąc się z własnymi myślami. Po kilku minutach usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju, pewnie mama wróciła, i pewnie będzie zła, że z Jack'iem odłączyliśmy się od grupy. 
- O Kim, jak tam romantyczny spacer z Jack'iem? - zapytała na wstępie, co mnie trochę zdziwiło.
- Nijak. - odpowiedziałam bez żadnych emocji i weszłam do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi. Stanęłam przed lustrem i uświadomiłam sobie, że nadal mam na sobie jego bluzę. Zdjęłam ją i wzięłam długi prysznic na rozluźnienie. Po wyjściu z kabiny założyłam wygodne ubrania w postaci miętowych szortów czarnej koszulki na ramiączkach i trampek. Włosy związałam w wysokiego kucyka i wyszłam z niej. Mama od razu zawołała mnie na obiad. Zeszłam na dół do jadalni i usiadłam przy stole. Siedzieli tam Alex i Kai.
- Gdzie Jack myślałem, że jest z tobą? - zapytał Kai.
- Był, ale się zmył. - powiedziałam i wstałam od stołu kierując się po talerz z obiadem. Lazania, przynajmniej to mi poprawi humor. Wzięłam danie i wróciłam na miejsce. Zjadałam moją ulubioną potrawkę i popiłam sokiem owocowym. Jak skończyłam przy pojawił się zaginiony Brewer. Nic nie mówiąc wstałam i powędrowałam w stronę pokoju. Każdy z chłopaków dziwnie na mnie spojrzał, nie przejęłam się tym tylko szłam dalej. Weszłam do sypialni i włączyłam laptopa. Puściłam sobie pierwszy przypadkowy film i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach oglądania zasnęłam.
- Kim kocham cie. - powiedział Jack i zbliżył się do mnie. Objął mnie w pasie i przycisnął do siebie bardziej. Spojrzał mi w oczy, a ja w jego. Pierwszy raz zobaczyłam w nich coś więcej niż brąz. Był to ocean gorzkiej czekolady.
- Ja też cie kocham Jack. - powiedziałam i wpiłam się w usta bruneta.
- Co jest!? - krzyknęłam przebudzona. To tylko sen. - weszłam do łazienki i oblałam twarz zimną wodą. "Od razu lepiej"-pomyślałam i wytarłam krople wody z mojej twarzy ręcznikiem. Jest 20:00, przespałam dwie godziny. Świetnie teraz w nocy nie będę mogła zasnąć. Wyszłam z pokoju kierując się na zewnątrz, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Nie tylko ja wpadłam na ten pomysł, nad basenem, na jednym z leżaków siedział Jack. Nie miałam ochoty z nim teraz rozmawiać więc chciałam zawrócić, ale nie zdążyłam, bo mnie zauważył.
- Kim? - powiedział dość cicho.
- Tak?
- Przepraszam, głupio wyszło. Nie widziałem jej od trzech lat, to tylko stara znajoma nie bądź zazdrosna - poczucie humoru nadal mu dopisuje.
- Nie jestem zazdrosna.
- Widać.
- Jestem zła, a to co innego. - powiedziałam odwracając się w jego stronę, nadal siedział przodem do zbiornika pełnego wody. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Po tym śnie nie mogłam się oprzeć i spojrzałam w jego oczy jak tylko odwrócił wzrok od wody. Tak jak wtedy rozpłynęłam się w oceanie czekolady.
- Rozumiem, ale żeby było jasne nic mnie z nią nie łączy - powiedział i się uśmiechnął czekając na moją reakcję. Nie chciałam przyznawać się do tego, że mogę być nim trochę zauroczona.
- Ile razy mam ci powtarzać, że mnie nie interesujesz?
- Ile chcesz, swoje wiem - droczył się nadal. Wstałam i skierowałam się do budynku - Czekaj! Idę się przejść. Idziesz ze mną? - zapytał podchodząc do mnie.
- O tej porze?
- Paryż w nocy. Może być. - uśmiechnął się - No chodź, będzie fajnie. - powiedział i złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą. Uległam i poszliśmy na spacer po różnych ulicach Paryża. Mimo późnej godziny na ulicach nadal było dużo ludzi - Sorry, że się tak wtedy zachowałem - powiedział po chwili.
- Zapomnij już - mówiłam patrząc przed siebie.
- Czyli się nie gniewasz? - zapytał z nadzieją choć i tak znał odpowiedź. Kiwnęłam przecząco głową, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Gdzie ty mnie tak w ogóle prowadzisz? - zapytałam rozglądając się dookoła. Dochodziła 22, ulice powoli stawały się puste.
- Nic specjalnego. Zaufaj mi znam się na Paryżu. - powiedział i doszliśmy w to miejsce, które okazało się zwykłym łukiem triumfalnym.
- Kim? - zatrzymał się i złapał mnie za ręce. Spojrzał w oczy i mówił dalej - Ja cię... - urwał na chwilę. Zbliżył twarz do mojej i delikatnie musnął moje wargi.
- Ja cię kocham. Będziesz moją dziewczyną? - zapytał.
- Tak - powiedziałam bez wahania i wpiłam się w usta bruneta, zarzucając ręce na jego szyję. On objął mnie w talii i przecisnął do siebie. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie, ale to niestety niemożliwe.
- Wracamy już? - zapytał jak się od siebie oderwaliśmy.
- Jasne. - powiedziałam, chwycił mnie za rękę i powolnym krokiem ruszyliśmy. Do hotelu dotarliśmy po 10 minutach.
- Miłych snów - powiedział i pocałował mnie jeszcze na pożegnanie.
- Dobranoc - uśmiechnęłam się i weszłam do pokoju. Oparłam się o drzwi i lekko przygryzłam wargę. Mama już spała, cicho weszłam do swojej sypialni, żeby jej nie obudzić. Wzięłam prysznic  i poszłam spać.
***
 Obudziłam się wcześnie jak na mnie, bo o 7:00. Po półgodzinnym wierceniu się na łóżku, postanowiłam wstać, bo i tak już nie zasnę. Weszłam do łazienki i wzięłam dość długi prysznic. Po wyjściu założyłam  to i troszkę za dużą bluzę Jack'a, bo było trochę chłodno. Zrobiłam sobie kłosa i usta pomalowałam błyszczykiem. Wróciłam do sypialni i włączyłam film. Po skończonym oglądaniu była 9:00, więc zeszłam na dół na śniadanie. Przy jednym ze stołów siedzieli wszyscy, nie było tylko Jack'a.
- Ile można na niego czekać? - marudził Kai.
- Zadzwonię po niego. - powiedziałam i wybrałam numer. W kieszeni coś mi za wibrowało. No to super zostawił telefon w bluzie - pójdę po niego - powiedziałam i udałam się do jego pokoju. Zapukałam, ale nikt nie otwierał. Drzwi były jednak otwarte więc postanowiła wejść. Usłyszałam jego rozmowę z kimś. To co usłyszałam i zobaczyłam było szokujące...
                                                                                                      

Tak, nareszcie napisałam. Może być?
Łuk triumfalny był wymysłem Wikandy.
Zostawcie po sobie ślad i wracajcie... nie musicie, nie zmuszam.

22 stycznia 2014

Rozdział 2

 Resztę wycieczki rozmawialiśmy i śmialiśmy się z jego żartów. Nawet nie wiem kiedy minęło kilka godzin. Wreszcie wróciliśmy do szkoły i stamtąd dopiero do domu. Po drodze mnie odprowadził pod samą furtkę.
- To do jutra. - powiedziałam uśmiechając się.
- Cześć - powiedział i poszedł dalej w swoją stronę. Weszłam do środka i od razu ruszyłam do swojego pokoju. Weszłam do łazienki i przemyłam twarz wodą po czym wróciłam na dół. Usiadłam przy stole, mama podała mi talerz z obiadem i sama się dosiadła.
- Dzisiaj rozmawiałam z Ellen(mama Jack'a) o wyjeździe. Ty masz pokój ze mną, ona i Dave (tata Jack'a) mają razem, Kai ma z Alex'em, a Jack sam.
- Czy to nie jest niesprawiedliwe. Dlaczego on ma pokój sam?
- Ponieważ z Kai'em się nie za dobrze dogadują. Zarezerwowaliśmy cztery pokoje dwuosobowe. Jakoś tak wyszło, że on jest sam. - powiedziała i wzięła się za jedzenie. Po skończonym posiłku poszłam na spacer. Tak minęły mi dwa dni. Trzeciego było już zakończenie roku, a o 18:00, jedziemy na lotnisko. Wstałam o 7:00. Po szybkim prysznicu założyłam to i rozczesałam włosy. Nie byłam głodna więc nie jadłam śniadania. Dotarłam do szkoły. Po przemówieniach nauczycieli i dyrektorka wychowawcy wręczyli nam nasze świadectwa. Wróciłam szybko do domu i przebrałam się w wygodne szorty i koszulkę z krótkim rękawkiem. Zjadał na obiad lazanię razem z mamą, a po posiłku przyszła do mnie Grace. Przegadałyśmy dwie godziny, bardzo nie lubimy jak musimy się rozstać, bo zazwyczaj w takich momentach najbardziej się potrzebujemy. Do odjazdu zostało 1,5 h, więc wzięłam się za przygotowanie. Ja poszłam na szybki prysznic do łazienki, a Thomson wybierała dla mnie ubrania. Mokre włosy zawinęłam w ręcznik, założyłam wcześniejsze ubrania i wyszłam z łazienki. Założyłam przyszykowane ciuchy i usiadłam na krześle. Grace zrobiła mi warkocz holenderski. Sama też bym sobie zrobiła, ale jej to lepiej wychodzi. Mama zawołała mnie, więc musimy już jechać. Ja mama i Grace wsiadłyśmy do samochodu. Po półgodzinnej drodze dotarłyśmy na lotnisko. Pożegnałam się z Grace i odjechała, powiedziała, że odprowadzi mój samochód do domu. Przeszłyśmy odprawę i teraz zostało już tylko poczekać na samolot. Brewer'owie już tam byli. Usiadłam na krześle obok Jack'a. Po kilku minutach siedzieliśmy już w samolocie. Podróż była długa , a ja się tej nocy za bardzo nie wyspałam, co spowodowało, że zasnęłam w samolocie. Obudziło mnie czyjeś szturchanie.
- Kim wstawaj, lądujemy. - odezwał się Jack. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że spałam na ramieniu Jack'a - Wygodnie? - zapytał z cwaniackim uśmiechem.
- Wiesz, że bardzo. - powiedziałam i przetarłam oczy. Zapięłam pasy i wylądowaliśmy. Samo lotnisko w Paryżu było super, a co dopiero miasto. Taksówką pojechaliśmy do hotelu. Jak go zobaczyłam to zaniemówiłam, aż przestałam, żałować, że tu przyjechałam.Weszłam z walizkami do mojego i mamy pokoju. Miałyśmy mini salonik, dwie sypialnie i osobne łazienki. Zostawiłam walizki w pokoju i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. W piżamie wskoczyłam pod kołdrę i zasnęłam.
***
 Obudziłam się o 9:00. Wstałam z łóżka i wyjęłam z walizki ubrania po czym weszłam do łazienki, po krótkim prysznicu założyłam przyszykowane ubrania. Wyszłam z łazienki i razem z mamą udałyśmy się do jadalni na śniadanie.
- Cześć - przywitałam się z Jack'iem i Alex'em, którzy siedzieli przy stole. Mama oczywiście poszła do innego stolika przy którym siedzieli rodzice Jack'a.
- Hej, wyspałaś się już? - zażartował Jack.
- Gdzie Kai? - zapytałam, zauważając, że nigdzie go nie ma.
- Jeszcze śpi - powiedział Alex. Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie popijając herbatą malinową.
- Idziemy nad basen, idziesz z nami? - zapytał mały Brewer.
- Jasne tylko skocze po strój kąpielowy. - oznajmiłam i wstałam od stołu.
- No to spotkamy się nad basenem - poszłam do pokoju, wzięłam strój kąpielowy i weszłam do łazienki, aby go włożyć. Włosy związałam w niedbałego koka. Wyszłam na zewnątrz i poszłam nad basen, nim się obejrzałam ktoś mnie złapał i wskoczył ze mną do wody. Wynurzyłam się na powierzchnię i zobaczyłam nie kogo innego, jak Jack'a, który miał z tego niezły ubaw. Zaczęła go chlapać wodą i nawzajem, zachowywaliśmy się jak dzieci przez jakąś godzinę. Później pani Brewer nas zawołała i kazała się ubrać, bo wszyscy idziemy zwiedzać miasto. Wyszłam z wody i pobiegłam do pokoju założyć suche ubrania i wysuszyć włosy. Zrobiłam małego warkoczyka z grzywki i byłam gotowa. Wyszliśmy wszyscy z hotelu. Takie to zwiedzanie z rodzicami, nic nie wolno roić i trzymać się wszystkich żeby się nie zgubić, ale Jack miał lepszy pomysł i odłączył się od grupy. Niezauważalnie sama odeszłam od reszty i poszłam za Brewer'em.
- Hej gdzie uciekasz? - zapytałam doganiając go.
- Na wieżę Eiffla. Idziesz ze mną?
- Jasne - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Zresztą nie była ona taka długa. Weszliśmy na najwyższe piętro. Było tam dość zimno, wiał chłodny wiatr. Oparłam się o barierkę i podziwiałam uroki miasta. Widać było z tej wysokości maleńkie budynki i poruszających się ludzi o wielkości mrówki. Najlepiej jednak wyglądała Sekwana. Płynące po niej żaglówki i łódki. W świetle dnia było cudownie, a co dopiero w nocy, gdy miasto jest rozświetlone przez tysiące, a nawet miliony, świateł ulicznych samochodowych, wydobywających się z okien budynków i oczywiście blasku księżyca i gwiazd.
- Zimno ci? - zapytał Jack i nie czekając na odpowiedź okrył mnie swoją bluzą. Przytulił mnie od tyłu i oparł głowę o moje ramię. Poczułam przyjemne ciepło, jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Niestety tą chwilę przerwał jakiś piskliwy głosik.
- Jack! - oderwał się ode mnie i oboje popatrzyliśmy w miejsce, z którego dochodził głos. Za nami stała ładna, zgrabna dziewczyna o czerwonych włosach. Miała śliczne zielone oczy, jasną cerę i miły uśmiech. Wprost rzuciła się na Jack, jak tylko się odwrócił - gdzieś ty był tyle czasu i czemu się nie odzywałeś?
- Sorry nie miałem numeru, utopiłem telefon. - uśmiechnął się. Widać, że świetnie się ze sobą dogadywali, a Jack, który jeszcze przed chwilą się do mnie tulił zapomniał. Naprawdę zapomniał, bo po kilku minutach pogodnej rozmowy, zniknął z mojego pola widzenia. Zostałam jeszcze przez chwilę na wieży, aż zaczęły się zbierać deszczowe chmury. Postanowiłam wrócić do hotelu nim zacznie lać, lub co gorsza rozpęta się burza. Mimo błyskawicznemu pogarszaniu się pogody nie śpieszyłam się z powrotem, musiałam sobie przemyśleć parę rzeczy na spokojnie, z mamą w pokoju na pewno by mi się to nie udało.
 Czy ja się zakochałam? Przecież to nie możliwe, za krótko się znamy. On nie jest w stanie być w poważniejszym związku, a ja nie mam ochoty być czyjąś chwilową zabawką. Był taki kochany i milusi jak pluszowy miś, ale jak tylko spotkał starą dziewczynę, jak sądzę to o mnie zapomniał. Kim opanuj się! Ty go nie kochasz to tylko podrywacz, który jak nie dostanie tego czego chce to będzie zły. Nie jestem zazdrosna, tylko zła. Mówił że się zmienił, ale pojawia się ładniejsza dziewczyna to od razu się do niej klei. Ale jestem głupia! Nie zaufam mu więcej! O nie, nie po tym co dzisiaj zrobił! Na pewno! Boże dziewczyno ty się zakochałaś! Nie, nie ma nawet takiej mowy, to co najwyżej zauroczenie, które zaraz mi przejdzie. Tak, Jack jest nikim.
                                                                                          

No i jest, może trochę dziwny i bez sensu, ale jest.
Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnijcie zostawić po sobie śladu w postaci komentarza.
Po tym jak się wyjaśni kim jest ruda, uaktualnię bohaterów.

21 stycznia 2014

Rozdział 1

Pierwszy rozdział, życzę miłego czytania.
                                                                                  

 Do kolacji zostało 1,5 h. Weszłam do wanny i wzięłam kąpiel ze wszystkimi olejkami jakie miałam. Umyłam włosy i zawinęłam je w ręcznik i założyłam wcześniej przygotowane ubrania. Włosy lekko podkręciłam i spuściłam na ramiona. Oczy pomalowałam tak,a usta jak zawsze musnęłam błyszczykiem malinowym. Stanęłam przed lustrem i dokonałam ostatnich poprawek, jak już stwierdziłam, że jestem gotowa wzięłam torebkę i włożyłam do niej komórkę i błyszczyk. Zeszłam na dół i zobaczyłam mamę, była ubrana w to. Nic nie mówiąc wyszłyśmy na zewnątrz i wsiadłyśmy do mojego samochodu. Ja kierowała, ponieważ mama się bała. Gdy tata zginął w wypadku, ona kierowała. Od tamtej pory ani razy nie usiadła za kierownicą. Dotarłyśmy na miejsce po kilku minutach. Wysiadłam z samochodu podobnie jak mama i weszłyśmy do budynku. To był jeden z najlepszych lokali w mieście. Mama zauważyła znajomą i do niej podeszła, a ja zaraz za nią.
- Witaj Kim, bardzo mi przykro z powodu twojego taty. Poznaj Jack'a, Kai'a i Alexa. - powiedziała pani Brewer, przedstawiając mi każdego z jej synów po kolei. Pierwszym był przystojny brunet ubrany w białą koszulę, czarny garnitur, ciemne jeansy i skate'y. Drugi był wysokim blondynem o długich włosach, a trzeci to 13 letni chłopczyk. Usiadłam przy stole. Po mojej prawej stronie usiadł Jack, a po lewej Kai. Mama siedziała obok swojej znajomej i jej męża. Alex usiadł obok Taty. Rodzice cały czas rozmawiali i świetnie się ze sobą dogadywali. Ja za to wręcz przeciwnie, siedziałam na swoim miejscu i przypatrywałam się panu Brewer'owi. Był podobny do mojego taty. Miał te same oczy i włosy.
- Co tam u ciebie Kim? - zapytał Kai, który wyrwał mnie z transu.
- Jakoś leci. - odpowiedziałam, przekierowując wzrok na niego. Nie byłam co do niego pozytywnie nastawiona. Mój zmysł mi podpowiadał, żeby mu za bardzo nie ufać. Słuchając go jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Widząc moją niechęć do niego w moich oczach, już nic nie mówił. Odwrócił wzrok na swoją mamę. Kelner przyniósł nam dania, lazania z warzywami i kurczakiem. Moje ulubione danie. Zawartość każdego talerza szybko zniknęła. Po "udanej" (dla niektórych) kolacji, moja mama postanowiła, że jeszcze na chwilę, wstąpimy do domu Brewer'ów. Mieszkali kilka domów od nas. Weszliśmy do dużego domu. Na wejściu był piękny i duży salon. Rodzice oczywiście poszli gdzie indziej, a ja zostałam sama z Jack'iem i Alex'em. Kai też gdzieś powędrował. Zaraz potem 13 latek też.
- Wydajesz się być... zamknięta w sobie. - zaczął Jack, który siedział na kanapie obok mnie.
- Skąd te podejrzenia? - zapytałam.
- Przez cały wieczór z nikim nie rozmawiałaś.
- A z kim i o czym miałam rozmawiać?
- Chociażby ze mną. Cieszysz się na wycieczkę? - zapytał i się uśmiechnął ukazując szereg białych zębów.
- Szczerze nie za bardzo. - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech - Nie lubię podróżować.
- Ale to Paryż miasto miłości, może znajdziesz kogoś na całe życie.
- Może, a może, będę tylko kilkudniową zabawką. Wiem o tobie co nieco.
- Tak, niby co?
- Jesteś szkolnym podrywaczem i nim włożyłam tę sukienkę nie zwracałeś na mnie uwagi.
- Tak jakoś wyszło, ale nie znasz mnie więc, dlaczego mnie tak negatywnie oceniasz?
- Nie oceniam cię, mówię, co o tobie słyszę. Nie oceniam ludzi po okładce.
- To może się poznamy... Jestem Jack. - powiedział i szeroko się uśmiechnął wyciągając rękę w moją stronę.
- Kim. - powiedziałam z równie dużym uśmiechem co jego i uścisnęłam jego dłoń. W tym momencie do pomieszczenia weszła moja mama i oznajmiła, że wracamy już do domu. pożegnałam się z Jack'iem i wróciłyśmy do domu.
- Jak się podobała kolacja? - zapytała mama jak tylko weszłyśmy do domu.
- Może być.
- Widziałam, że dogadujesz się z Jack'iem.
- Tak, nawet.
- Idź już spać. Idziesz jutro do szkoły? - zapytała.
- Trzy dni przed wakacjami? Opłaca się?
- Jak chcesz. - powiedziała i zniknęła za drzwiami łazienki. Poszłam do swojego pokoju i chwyciłam do rąk piżamę. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Czysta położyłam się do łóżka i zasnęłam.
***
 Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Była 6:00. Nie chciało mi się spać, a ja zazwyczaj późno wstaję. Postanowiłam iść do szkoły, teraz już lekcję są luźne i pewnie będziemy oglądać filmy, albo nauczyciele zabiorą nas na jakieś spacery. Nie będę się nudzić w domu. Wstałam dość energicznie z łóżka i powędrowałam do łazienki. Odświeżyłam się kilku minutowym prysznicem i włożyłam to. Włosy spięłam w wysokiego kucyka, a usta musnęłam błyszczykiem malinowy, tak jak zawsze. Uznałam, że jestem gotowa, więc zeszłam na dół. W kuchni zastałam mamę.
- Jednak idziesz. - powiedział i postawiła mi przed nosem śniadanie. Znała mnie na tyle, że zdołał to przewidzieć i zrobiła mi śniadanie. Szybko zjadałam tosty z serem i wyszłam z domu. Maszerowałam żwawym krokiem w kierunku szkoły. Doszłam po kilku minutach. Podeszłam do swojej szafki, gdzie zazwyczaj spotykałam Grace, ale tym razem był tam Jack. 
- Hej - przywitał się z pogodnym uśmiechem.
- Cześć. - odparłam i otworzyłam szafkę. Czułam jak na mnie cały czas patrzy przez co się trochę speszyłam i upuściłam książkę. 
- Proszę. - powiedział i podał i lekturę. Wzięłam ją od niego i z powrotem położyłam na swoje miejsce. Zamknęłam szafkę i poszłam w kierunku klasy. Jack ruszył za mną, w czasie drogi chciał mnie złapać za rękę.
- Dobra posłuchaj - przerwałam mu zatrzymując się - Mieliśmy być przyjaciółmi, ale ty chyba tak nie potrafisz.
- Ja tylko chciałem... Przepraszam, poczekam, aż będziesz gotowa. - uśmiechnął się i podszedł pod drzwi sali nr 12. 
- Kim! Widziałam to, ty chyba nic nie... - zaczęłam Grace, która do mnie podbiegła jak tylko Jack ode mnie odszedł. Stanęła na przeciwko mnie i zaczęła swoją paplaninę, którą szybko przerwałam.
- Nic mnie z nim nie łączy, to tylko znajomy. Wiem, że jesteś uczulona na chłopaków jego typu, ale sama potrafię o siebie zadbać. Możesz, przestać tak panikować.
- Sorry. Ale wiesz jaki on jest, nic dobrego cię od jego strony nie spotka. - powiedziała i odeszła ode mnie zła. "Świetnie pokłóciłam się z przyjaciółką, ale ona chyba ma rację. Nie będę go oceniać tak szybko, dam mu szansę, ale niech nie liczy na zbyt wiele"-pomyślałam. Pojawił się nauczyciel i oznajmił, że zamiast lekcji idziemy na spacer do lasu. Wszyscy byli uradowani i od razu wybiegli na zewnątrz. Las był niedaleko szkoły, więc już po kilku minutach byliśmy w otoczeniu miliona drzew. Las o tej porze roku wyglądał świetnie. Zielone drzewa, po których skakały rude, puchate wiewiórki. Co jakiś czas było widać przebiegające sarenki. Naszej wycieczce towarzyszyła miła piosenka wykonywana przez najpopularniejszy zespół świata-ptaki. Szłam podziwiając uroki tego lasu, gdy nagle ktoś złapał mnie w pasie.
- Zgadnij kto. - powiedział Jack zdradzając się od razu.
- Miałam nadzieję, że zrozumiałeś. - powiedziałam, a on dorównał mi kroku. 
- Co miałem zrozumieć?
- Nie jestem zainteresowana.
- Jeszcze. Jak tylko mnie lepiej poznasz nie będziesz mogła się ode mnie odkleić. - uśmiechnął się cwaniacko. 
- Wiesz, ty to jednak jesteś uparty, zawsze myślała, ze nie przejmujesz się jak dziewczyna ci odmawia, bo i tak znajdziesz nową, ale jak się uczepisz...
- Zazwyczaj dziewczyny mi nie odmawiały i to w tobie najbardziej lubię. Jesteś inna niż wszystkie.
- Bo jestem dla ciebie wyzwaniem. Widzę to, jak już ci się uda rzucisz mnie jak wszystkie. - powiedział. Zdziwiony staną w miejscu,a ja szłam dalej. Po kilku sekundach znowu mnie dogonił. 
- Wiesz masz rację. Bawiłem się dziewczynami i jeśli chcesz możemy zacząć od przyjaźni - powiedział i się uśmiechnął. Odwzajemniłam jego gest.
                                                                                                       

No i skończyłam pierwszy rozdział.
Trochę dużo linków, ale jakoś tak wyszło. 
Pierwszy rozdział dla mojej BFF, Wikandy.

20 stycznia 2014

Prolog

 Od śmierci ojca, do nikogo się nie odzywałam, nic nie jadłam, nie wychodziłam na dwór, przestałam spotykać się z przyjaciółmi, a nawet przestałam chodzić do szkoły. Nic straconego w końcu to już prawie wakacje. Minął miesiąc już mi trochę przeszło, ale nadal nie jestem starą Kim. Mama wymyśliła, że jedziemy na wakacjach do Paryża, z jej koleżanką. Może ona chce się mnie pozbyć, muszę jechać z nią i jej przyjaciółką za granicę. Przecież ja się tam zanudzę na śmierć  ona ma samych synów. Dzisiaj ja i moja mama oraz pani Brewer i jej rodzina mamy iść na kolację do jakiejś restauracji  po to by nasze rodziny się lepiej poznały. Muszę się elegancko ubrać i na dodatek być miła dla jej dzieci. A co jeśli się nie polubimy? Czy ona o tym pomyślała? Nie skąd przecież moje zdanie się nigdy nie liczy. Zawsze było tak jak ona chciała, kogo obchodzi czy ja mam ochotę na ten wyjazd? Przecież, to tylko moje zdanie... Czasami zastanawiam się czy ona w ogóle przejmuje się mną. W moje urodziny nawet życzeń mi nie złożyła, bo jej się zapomniało. Co to za matka? Mam nadzieje, że coś jej w końcu do rozumu przemówi.