Resztę wycieczki rozmawialiśmy i śmialiśmy się z jego żartów. Nawet nie wiem kiedy minęło kilka godzin. Wreszcie wróciliśmy do szkoły i stamtąd dopiero do domu. Po drodze mnie odprowadził pod samą furtkę.
- To do jutra. - powiedziałam uśmiechając się.
- Cześć - powiedział i poszedł dalej w swoją stronę. Weszłam do środka i od razu ruszyłam do swojego pokoju. Weszłam do łazienki i przemyłam twarz wodą po czym wróciłam na dół. Usiadłam przy stole, mama podała mi talerz z obiadem i sama się dosiadła.
- Dzisiaj rozmawiałam z Ellen(mama Jack'a) o wyjeździe. Ty masz pokój ze mną, ona i Dave (tata Jack'a) mają razem, Kai ma z Alex'em, a Jack sam.
- Czy to nie jest niesprawiedliwe. Dlaczego on ma pokój sam?
- Ponieważ z Kai'em się nie za dobrze dogadują. Zarezerwowaliśmy cztery pokoje dwuosobowe. Jakoś tak wyszło, że on jest sam. - powiedziała i wzięła się za jedzenie. Po skończonym posiłku poszłam na spacer. Tak minęły mi dwa dni. Trzeciego było już zakończenie roku, a o 18:00, jedziemy na lotnisko. Wstałam o 7:00. Po szybkim prysznicu założyłam to i rozczesałam włosy. Nie byłam głodna więc nie jadłam śniadania. Dotarłam do szkoły. Po przemówieniach nauczycieli i dyrektorka wychowawcy wręczyli nam nasze świadectwa. Wróciłam szybko do domu i przebrałam się w wygodne szorty i koszulkę z krótkim rękawkiem. Zjadał na obiad lazanię razem z mamą, a po posiłku przyszła do mnie Grace. Przegadałyśmy dwie godziny, bardzo nie lubimy jak musimy się rozstać, bo zazwyczaj w takich momentach najbardziej się potrzebujemy. Do odjazdu zostało 1,5 h, więc wzięłam się za przygotowanie. Ja poszłam na szybki prysznic do łazienki, a Thomson wybierała dla mnie ubrania. Mokre włosy zawinęłam w ręcznik, założyłam wcześniejsze ubrania i wyszłam z łazienki. Założyłam przyszykowane ciuchy i usiadłam na krześle. Grace zrobiła mi warkocz holenderski. Sama też bym sobie zrobiła, ale jej to lepiej wychodzi. Mama zawołała mnie, więc musimy już jechać. Ja mama i Grace wsiadłyśmy do samochodu. Po półgodzinnej drodze dotarłyśmy na lotnisko. Pożegnałam się z Grace i odjechała, powiedziała, że odprowadzi mój samochód do domu. Przeszłyśmy odprawę i teraz zostało już tylko poczekać na samolot. Brewer'owie już tam byli. Usiadłam na krześle obok Jack'a. Po kilku minutach siedzieliśmy już w samolocie. Podróż była długa , a ja się tej nocy za bardzo nie wyspałam, co spowodowało, że zasnęłam w samolocie. Obudziło mnie czyjeś szturchanie.
- Kim wstawaj, lądujemy. - odezwał się Jack. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że spałam na ramieniu Jack'a - Wygodnie? - zapytał z cwaniackim uśmiechem.
- Wiesz, że bardzo. - powiedziałam i przetarłam oczy. Zapięłam pasy i wylądowaliśmy. Samo lotnisko w Paryżu było super, a co dopiero miasto. Taksówką pojechaliśmy do hotelu. Jak go zobaczyłam to zaniemówiłam, aż przestałam, żałować, że tu przyjechałam.Weszłam z walizkami do mojego i mamy pokoju. Miałyśmy mini salonik, dwie sypialnie i osobne łazienki. Zostawiłam walizki w pokoju i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. W piżamie wskoczyłam pod kołdrę i zasnęłam.
- Cześć - przywitałam się z Jack'iem i Alex'em, którzy siedzieli przy stole. Mama oczywiście poszła do innego stolika przy którym siedzieli rodzice Jack'a.
- Hej, wyspałaś się już? - zażartował Jack.
- Gdzie Kai? - zapytałam, zauważając, że nigdzie go nie ma.
- Jeszcze śpi - powiedział Alex. Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie popijając herbatą malinową.
- Idziemy nad basen, idziesz z nami? - zapytał mały Brewer.
- Jasne tylko skocze po strój kąpielowy. - oznajmiłam i wstałam od stołu.
- No to spotkamy się nad basenem - poszłam do pokoju, wzięłam strój kąpielowy i weszłam do łazienki, aby go włożyć. Włosy związałam w niedbałego koka. Wyszłam na zewnątrz i poszłam nad basen, nim się obejrzałam ktoś mnie złapał i wskoczył ze mną do wody. Wynurzyłam się na powierzchnię i zobaczyłam nie kogo innego, jak Jack'a, który miał z tego niezły ubaw. Zaczęła go chlapać wodą i nawzajem, zachowywaliśmy się jak dzieci przez jakąś godzinę. Później pani Brewer nas zawołała i kazała się ubrać, bo wszyscy idziemy zwiedzać miasto. Wyszłam z wody i pobiegłam do pokoju założyć suche ubrania i wysuszyć włosy. Zrobiłam małego warkoczyka z grzywki i byłam gotowa. Wyszliśmy wszyscy z hotelu. Takie to zwiedzanie z rodzicami, nic nie wolno roić i trzymać się wszystkich żeby się nie zgubić, ale Jack miał lepszy pomysł i odłączył się od grupy. Niezauważalnie sama odeszłam od reszty i poszłam za Brewer'em.
- Hej gdzie uciekasz? - zapytałam doganiając go.
- Na wieżę Eiffla. Idziesz ze mną?
- Jasne - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Zresztą nie była ona taka długa. Weszliśmy na najwyższe piętro. Było tam dość zimno, wiał chłodny wiatr. Oparłam się o barierkę i podziwiałam uroki miasta. Widać było z tej wysokości maleńkie budynki i poruszających się ludzi o wielkości mrówki. Najlepiej jednak wyglądała Sekwana. Płynące po niej żaglówki i łódki. W świetle dnia było cudownie, a co dopiero w nocy, gdy miasto jest rozświetlone przez tysiące, a nawet miliony, świateł ulicznych samochodowych, wydobywających się z okien budynków i oczywiście blasku księżyca i gwiazd.
- Zimno ci? - zapytał Jack i nie czekając na odpowiedź okrył mnie swoją bluzą. Przytulił mnie od tyłu i oparł głowę o moje ramię. Poczułam przyjemne ciepło, jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Niestety tą chwilę przerwał jakiś piskliwy głosik.
- Jack! - oderwał się ode mnie i oboje popatrzyliśmy w miejsce, z którego dochodził głos. Za nami stała ładna, zgrabna dziewczyna o czerwonych włosach. Miała śliczne zielone oczy, jasną cerę i miły uśmiech. Wprost rzuciła się na Jack, jak tylko się odwrócił - gdzieś ty był tyle czasu i czemu się nie odzywałeś?
- Sorry nie miałem numeru, utopiłem telefon. - uśmiechnął się. Widać, że świetnie się ze sobą dogadywali, a Jack, który jeszcze przed chwilą się do mnie tulił zapomniał. Naprawdę zapomniał, bo po kilku minutach pogodnej rozmowy, zniknął z mojego pola widzenia. Zostałam jeszcze przez chwilę na wieży, aż zaczęły się zbierać deszczowe chmury. Postanowiłam wrócić do hotelu nim zacznie lać, lub co gorsza rozpęta się burza. Mimo błyskawicznemu pogarszaniu się pogody nie śpieszyłam się z powrotem, musiałam sobie przemyśleć parę rzeczy na spokojnie, z mamą w pokoju na pewno by mi się to nie udało.
Czy ja się zakochałam? Przecież to nie możliwe, za krótko się znamy. On nie jest w stanie być w poważniejszym związku, a ja nie mam ochoty być czyjąś chwilową zabawką. Był taki kochany i milusi jak pluszowy miś, ale jak tylko spotkał starą dziewczynę, jak sądzę to o mnie zapomniał. Kim opanuj się! Ty go nie kochasz to tylko podrywacz, który jak nie dostanie tego czego chce to będzie zły. Nie jestem zazdrosna, tylko zła. Mówił że się zmienił, ale pojawia się ładniejsza dziewczyna to od razu się do niej klei. Ale jestem głupia! Nie zaufam mu więcej! O nie, nie po tym co dzisiaj zrobił! Na pewno! Boże dziewczyno ty się zakochałaś! Nie, nie ma nawet takiej mowy, to co najwyżej zauroczenie, które zaraz mi przejdzie. Tak, Jack jest nikim.
- Dzisiaj rozmawiałam z Ellen(mama Jack'a) o wyjeździe. Ty masz pokój ze mną, ona i Dave (tata Jack'a) mają razem, Kai ma z Alex'em, a Jack sam.
- Czy to nie jest niesprawiedliwe. Dlaczego on ma pokój sam?
- Ponieważ z Kai'em się nie za dobrze dogadują. Zarezerwowaliśmy cztery pokoje dwuosobowe. Jakoś tak wyszło, że on jest sam. - powiedziała i wzięła się za jedzenie. Po skończonym posiłku poszłam na spacer. Tak minęły mi dwa dni. Trzeciego było już zakończenie roku, a o 18:00, jedziemy na lotnisko. Wstałam o 7:00. Po szybkim prysznicu założyłam to i rozczesałam włosy. Nie byłam głodna więc nie jadłam śniadania. Dotarłam do szkoły. Po przemówieniach nauczycieli i dyrektorka wychowawcy wręczyli nam nasze świadectwa. Wróciłam szybko do domu i przebrałam się w wygodne szorty i koszulkę z krótkim rękawkiem. Zjadał na obiad lazanię razem z mamą, a po posiłku przyszła do mnie Grace. Przegadałyśmy dwie godziny, bardzo nie lubimy jak musimy się rozstać, bo zazwyczaj w takich momentach najbardziej się potrzebujemy. Do odjazdu zostało 1,5 h, więc wzięłam się za przygotowanie. Ja poszłam na szybki prysznic do łazienki, a Thomson wybierała dla mnie ubrania. Mokre włosy zawinęłam w ręcznik, założyłam wcześniejsze ubrania i wyszłam z łazienki. Założyłam przyszykowane ciuchy i usiadłam na krześle. Grace zrobiła mi warkocz holenderski. Sama też bym sobie zrobiła, ale jej to lepiej wychodzi. Mama zawołała mnie, więc musimy już jechać. Ja mama i Grace wsiadłyśmy do samochodu. Po półgodzinnej drodze dotarłyśmy na lotnisko. Pożegnałam się z Grace i odjechała, powiedziała, że odprowadzi mój samochód do domu. Przeszłyśmy odprawę i teraz zostało już tylko poczekać na samolot. Brewer'owie już tam byli. Usiadłam na krześle obok Jack'a. Po kilku minutach siedzieliśmy już w samolocie. Podróż była długa , a ja się tej nocy za bardzo nie wyspałam, co spowodowało, że zasnęłam w samolocie. Obudziło mnie czyjeś szturchanie.
- Kim wstawaj, lądujemy. - odezwał się Jack. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że spałam na ramieniu Jack'a - Wygodnie? - zapytał z cwaniackim uśmiechem.
- Wiesz, że bardzo. - powiedziałam i przetarłam oczy. Zapięłam pasy i wylądowaliśmy. Samo lotnisko w Paryżu było super, a co dopiero miasto. Taksówką pojechaliśmy do hotelu. Jak go zobaczyłam to zaniemówiłam, aż przestałam, żałować, że tu przyjechałam.Weszłam z walizkami do mojego i mamy pokoju. Miałyśmy mini salonik, dwie sypialnie i osobne łazienki. Zostawiłam walizki w pokoju i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. W piżamie wskoczyłam pod kołdrę i zasnęłam.
***
Obudziłam się o 9:00. Wstałam z łóżka i wyjęłam z walizki ubrania po czym weszłam do łazienki, po krótkim prysznicu założyłam przyszykowane ubrania. Wyszłam z łazienki i razem z mamą udałyśmy się do jadalni na śniadanie.- Cześć - przywitałam się z Jack'iem i Alex'em, którzy siedzieli przy stole. Mama oczywiście poszła do innego stolika przy którym siedzieli rodzice Jack'a.
- Hej, wyspałaś się już? - zażartował Jack.
- Gdzie Kai? - zapytałam, zauważając, że nigdzie go nie ma.
- Jeszcze śpi - powiedział Alex. Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie popijając herbatą malinową.
- Idziemy nad basen, idziesz z nami? - zapytał mały Brewer.
- Jasne tylko skocze po strój kąpielowy. - oznajmiłam i wstałam od stołu.
- No to spotkamy się nad basenem - poszłam do pokoju, wzięłam strój kąpielowy i weszłam do łazienki, aby go włożyć. Włosy związałam w niedbałego koka. Wyszłam na zewnątrz i poszłam nad basen, nim się obejrzałam ktoś mnie złapał i wskoczył ze mną do wody. Wynurzyłam się na powierzchnię i zobaczyłam nie kogo innego, jak Jack'a, który miał z tego niezły ubaw. Zaczęła go chlapać wodą i nawzajem, zachowywaliśmy się jak dzieci przez jakąś godzinę. Później pani Brewer nas zawołała i kazała się ubrać, bo wszyscy idziemy zwiedzać miasto. Wyszłam z wody i pobiegłam do pokoju założyć suche ubrania i wysuszyć włosy. Zrobiłam małego warkoczyka z grzywki i byłam gotowa. Wyszliśmy wszyscy z hotelu. Takie to zwiedzanie z rodzicami, nic nie wolno roić i trzymać się wszystkich żeby się nie zgubić, ale Jack miał lepszy pomysł i odłączył się od grupy. Niezauważalnie sama odeszłam od reszty i poszłam za Brewer'em.
- Hej gdzie uciekasz? - zapytałam doganiając go.
- Na wieżę Eiffla. Idziesz ze mną?
- Jasne - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Zresztą nie była ona taka długa. Weszliśmy na najwyższe piętro. Było tam dość zimno, wiał chłodny wiatr. Oparłam się o barierkę i podziwiałam uroki miasta. Widać było z tej wysokości maleńkie budynki i poruszających się ludzi o wielkości mrówki. Najlepiej jednak wyglądała Sekwana. Płynące po niej żaglówki i łódki. W świetle dnia było cudownie, a co dopiero w nocy, gdy miasto jest rozświetlone przez tysiące, a nawet miliony, świateł ulicznych samochodowych, wydobywających się z okien budynków i oczywiście blasku księżyca i gwiazd.
- Zimno ci? - zapytał Jack i nie czekając na odpowiedź okrył mnie swoją bluzą. Przytulił mnie od tyłu i oparł głowę o moje ramię. Poczułam przyjemne ciepło, jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Niestety tą chwilę przerwał jakiś piskliwy głosik.
- Jack! - oderwał się ode mnie i oboje popatrzyliśmy w miejsce, z którego dochodził głos. Za nami stała ładna, zgrabna dziewczyna o czerwonych włosach. Miała śliczne zielone oczy, jasną cerę i miły uśmiech. Wprost rzuciła się na Jack, jak tylko się odwrócił - gdzieś ty był tyle czasu i czemu się nie odzywałeś?
- Sorry nie miałem numeru, utopiłem telefon. - uśmiechnął się. Widać, że świetnie się ze sobą dogadywali, a Jack, który jeszcze przed chwilą się do mnie tulił zapomniał. Naprawdę zapomniał, bo po kilku minutach pogodnej rozmowy, zniknął z mojego pola widzenia. Zostałam jeszcze przez chwilę na wieży, aż zaczęły się zbierać deszczowe chmury. Postanowiłam wrócić do hotelu nim zacznie lać, lub co gorsza rozpęta się burza. Mimo błyskawicznemu pogarszaniu się pogody nie śpieszyłam się z powrotem, musiałam sobie przemyśleć parę rzeczy na spokojnie, z mamą w pokoju na pewno by mi się to nie udało.
Czy ja się zakochałam? Przecież to nie możliwe, za krótko się znamy. On nie jest w stanie być w poważniejszym związku, a ja nie mam ochoty być czyjąś chwilową zabawką. Był taki kochany i milusi jak pluszowy miś, ale jak tylko spotkał starą dziewczynę, jak sądzę to o mnie zapomniał. Kim opanuj się! Ty go nie kochasz to tylko podrywacz, który jak nie dostanie tego czego chce to będzie zły. Nie jestem zazdrosna, tylko zła. Mówił że się zmienił, ale pojawia się ładniejsza dziewczyna to od razu się do niej klei. Ale jestem głupia! Nie zaufam mu więcej! O nie, nie po tym co dzisiaj zrobił! Na pewno! Boże dziewczyno ty się zakochałaś! Nie, nie ma nawet takiej mowy, to co najwyżej zauroczenie, które zaraz mi przejdzie. Tak, Jack jest nikim.
No i jest, może trochę dziwny i bez sensu, ale jest.
Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnijcie zostawić po sobie śladu w postaci komentarza.
Po tym jak się wyjaśni kim jest ruda, uaktualnię bohaterów.
Nanananannanananananana
OdpowiedzUsuńpowtórzenia i brak bzykanka ;-;
ej, odbierz telefon bongofilu wreszcie, noooo
musimy pogadać
a ten rozdział całkiem spoko, tylko czy Kim prawie zawsze musi chodzić w szpilkach?! xD
Albo to po prostu ja się nie znam!
A ruda, to na pewno kuzynka Jack'a jak chuj!
Chyba nie powinnam się tak tu wyrażać ;-;
A chuj.
Weź czytaj na głos rozdziały zanim opublikujesz, bo czasem tak dziwnie piszesz ciulu xDD
NO, to AVE i bigos z Tobą
Super rozdział! ^^
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że to kuzynka xD
Oby :D
Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział! <333
Dopiero teraz odkryłam tego bloga a już go Kocham <3
OdpowiedzUsuńTwoja Ann ;***
23 yr old Nuclear Power Engineer Walther Capes, hailing from Listuguj Mi'gmaq First Nation enjoys watching movies like "Charlie, the Lonesome Cougar" and Acting. Took a trip to Monastery of Batalha and Environs and drives a Savana 3500. przeskocz to strony
OdpowiedzUsuń